Piszę z takiego miejsca, gdzie słońce inaczej świeci, a ja się żegnam z pobytem tam. Do bycia w takiej krainie zaprowadziła mnie choroba, Choroba Dwubiegunowa. Jest ciężko żegnać się z Eldorado, jednakże wiem, że podjęłam słuszną decyzję o odpłynięciu z wyspy beztroski.
Cudowne ozdrowienie?
Diagnoza na ostatniej wizycie to F.31.0 – epizod hipomanii. Zresztą, nie spodziewałam się czegoś innego, bo w głębi duszy wiedziałam, że ostatnimi czasy mój nastrój nie jest w porządku. Po części traciłam świadomość w tej swojej nienormalności co dla mnie było sprawą bezkrytycznie normalną. Czasami miewam jeszcze przebłyski świadomości i to jest w tym wszystkim na plus. W ChAD nie ma mowy o cudownym ozdrowieniu co dla nas chorych jest wiadomością ciężką do przyjęcia, bo “może tym razem, a może następnym”, otóż nie. W ChAD nie ma mowy o wyzdrowieniu.
Świadomość
Ciężko jest mi, gdy odzyskuję jasność myślenia i boję się depresji, a przecież robię w życiu tak wiele. Nie chcę by choroba znów zniszczyła moje plany. Życie z ChAD bywa wywrotne. Jak wywrotka upadam w depresję. Czy jeszcze ktoś jest w stanie mi pomóc? Biorę leki i chodzę na terapię, ale ostatnimi czasy niechętnie, bo czuję się zdrowa. “Czuję się”, a nie “jestem zdrowa” oznacza, że jeszcze do reszty nie odleciałam. Chcę pokazać tutaj całą genezę tej choroby i mój sposób myślenia, a może nawet pomoże to służbie zdrowia się dokształcać? Mam nadzieję, że moje wysiłki nie idą na marne.
Czy to moja wina?
Dzień zaczynam od euforii i bujania się w swym pobudzeniu, że nie jestem w stanie pracować. Wiele wysiłków wkładam by wyjść z tego zafiksowania. Przewijają się myśli typu “Czy to moja wina, że jestem chora?”. Z medycznego punktu widzenia nie ma w tym mojego udziału, bo stosuję się do zaleceń i mój stan nie jest “na własne życzenie”. Ciekawe jak swój dzień zaczynają zdrowi ludzie? Czym jest pojęcie “być zdrowym” i na ile coś jest zaburzeniem, a na ile normalnością? W depresji “lubię” siebie winić, a w hipomanii korzystam z życia na tyle ile jeszcze się da. Szaleję, jestem chodzącym chaosem, a w epizodzie obniżonego nastroju zerem.
Czasem, gdy się boję…
Z godziny na godzinę dręczą mnie refleksję na temat życia. Kocham życie – w tym momencie by na chwilę upaść i nie móc się podnieść spod kamienia depresji. Bardzo chciałabym być zdrowa i zobaczyć świat takimi oczami. Boję się drugiej hospitalizacji (jeżeli będzie konieczna), co prawda w szpitalu poznałam kilka koleżanek, które są w porządku, ale nie chciałabym tam trafić jeszcze raz. Samo to miejsce w sobie jest smutne. Swoje odczucia opisałam tutaj na blogu w kilku częściach – Cz. 1 , Cz. 2 , Cz. 3 . Chyba mi odbija – tak się momentami czuję. To co siedzi we mnie wewnętrznie nie jest łatwe do opisania. Żegnam się z hipomanią, nie pierwszą i pewnie nie ostatnią w życiu.



2 komentarze. Zostaw komentarz
Hipomania bywa pięknym stanem do czasu upadku w depresję 🙁
Niestety, ale to prawda…