Żyć z całych sił już nie umiałam. Rady również nie dawałam, a te mury strachu przed szpitalem trudno było przełamać. Gdy się zdecydowałam na szpital wiedziałam, że podjęłam trudną, ale trafną decyzję. Miałam chęć zadbać o siebie i uchronić się przed samobójczą śmiercią.
Niestety trafiłam na oddział rodem z PRLu, bo on niestety nie jest wyremontowany. Nadało to uroku jakże większego strachu przed szpitalem. „Mamy przyjęcie” – takie hasło usłyszałam. Wtedy wiedziałam, że już nie ma odwrotu. Po kłuta ze sto razy przy pobieraniu krwi już zaczęłam płakać, wielkie siniaki są tego dowodem. Tam gdzie jest ogromny krwiak bolało najbardziej aż polały się łzy z tego wszystkiego, z emocji, które mi już wcześniej towarzyszył i ze strachu.


Jedna z żył cała mnie bolała, a ja trzęsłam się ze strachu i było mi strasznie zimno. Leżałam na sali z jakąś kobietą z depresją, kobietą na detoksie i starszą kobietą, która się zsikała w nocy i rzuciła zaszczanego pampersa na podłogę, więc pierwsza noc była tragiczna, bo do tego ta starsza pani chodziła w nocy i gadała, a ja nie mogłam spokojnie spać. Starość bywa straszna. Nie życzę nikomu takich obrzydliwych zdarzeń. Nawet z wielkim rozgoryczeniem i uczuciem mojej bezsilności z tamtego miejsca to piszę. Nie chcę już więcej takich rzeczy wspominać.
„Jak się pani czuje?” – Źle. Takim słowem podsumowałam moje samopoczucie na pierwszym obchodzie. Byłam cała w strachu, a na następny dzień była kolejny raz pobierana mi krew do wielu badań. Znów cierpienie. „Bez żylna” – Nie no spoko szukajcie dalej. Dziwne jest to, że większość ludzi miała też tak po kłute ręce. Myślę że czasami po prostu trzeba umieć pobrać krew, a jak widać nie każda pielęgniarka potrafi to zrobić dobrze, a nawet podczas zakładania mi wenflonu dla jednej pielęgniarki pękła igła. Cóż za katusze przeszłam, chciałam stamtąd uciec, a do swoich znajomych wysyłałam wiadomości – „Chcę do domu.” Ciężki był dla mnie wstęp do tego miejsca. Drugą noc starsza pani grzecznie spała, więc i ja się lepiej wyspałam.
Ładowanie telefonu to był wyczyn, bo gniazdko było wysoko, no kurde co tu zrobić? Na szczęście był stołek, a na niego położyłam złożone ręczniki i wystarczyło kabla, Jezus Maria… Kąpiel również nie należała do łatwych, bo niektórzy ludzie nie potrafią pukać. „Zajęte!” Nagle wszyscy po kolacji muszą się wykąpać. „Ile można się kapać?”, haha po moich dziesięciu minutach w łazience, to ile mam się kąpać? Sekundę? Ale moja mądra głowa podpowiedziała mi iść się kąpać przed kolacją i problem z głowy. Z okna tam nieźle wiało, a człowiek wychodził z mokrą głową z pod prysznica przy samym oknie. Spartańskie warunki, ale się nie przeziębiłam. Na szczęście pod prysznicem łatwo regulowało się ciepło wody. Jakoś sobie poradziłam – to najważniejsze.
Trudne było dla mnie rozstanie ze swoim psem na tak długo.

Mój Tadzik został z moimi rodzicami na wsi. Bardzo tęskniłam za nim i za rodziną. Niestety przez srovid nie było odwiedzin..
Cz. 2…


