Artysta z chorobą dwubiegunową

Żyję chwilą. Nie czekam na lepsze, bo ono nadeszło. Wszystko czuję jeszcze bardziej, a słowa same się do siebie kleją. Cały świat stoi przede mną otworem tylko, że potrzebuję kogoś by dotrzeć w nieznane. Obojętne jest mi co to jest za miejsce, ważne by było w nim dobrze. Najlepsza  z moich chwil właśnie trwa, tak jak śpiewał zespół „Dżem” tak wam powiem i ja: „uśmiechaj się do ludzi”, a rozśmieszanie i wspieranie ludzi jest jednym z moich celów. Może odnajdę kogoś z kim powędruję do Eldorado, krainy szczęścia?

Nie ma już złych myśli, bo jest cudownie. Cały świat nabrał barw, a moja depresja odeszła w nieznane. Teraz to ja przejmuję kontrolę, a żadna choroba mi w tym nie przeszkodzi. Nie chcę sięgać dna, poza tym niedawno się od niego odbiłam. Deszcz pada, ale to już jest mi obojętne, a cały świat już nic nie znaczy. Całą moją kreatywność przedstawiam tutaj, a zdania wyrażają całą mnie. Znów udaje mi się rysować, magia! Leki, a może terapia? Coś na pewno pomogło.

Małe sukcesy również mogą cieszyć. Dla osoby chorej powrócenie do dawnych zainteresować jest czymś pięknym. Nie ma bólu, łez, a jest motywacja do działania. Chory człowiek nie jest w stanie czegokolwiek robić. W depresji trzymanie ołówka to jest dla mnie wyczyn, a rysunki kompletnie mi nie wychodzą. Można by rzec, że to jest tylko rysunek, ale dla mnie oznacza coś więcej, bo pokazuje on moje zdrowienie i wolę walki o siebie.

ChAD jest chorobą, która bardzo często mnie dezorganizuje. Płacz, lęk, smutek i wiele innych negatywnych objawów towarzyszą tej chorobie. Czasami nadchodzi moment lepszego samopoczucia. Pójście do pracy nie jest problemem, a zadbanie o siebie jest czymś łatwym. Nie chcę już chorować, ale moje „nie chcę” nic nie zmieni. Pogodzenie się z faktem choroby byłoby lepsze. Trud z jakim się mierzę na co dzień to nie lada wyzwanie.

Często osoby chore na ChAD są uzdolnieni artystycznie, ale cena jaką za to płacimy jest ogromna. Tyle łez przelało mi się przez policzki, że jest to wręcz niewyobrażalne. Jak bardzo bolał każdy dzień, a wstanie z łóżka było trudne. Denerwowałam się też tym, że nic nie robię, a przecież nie mogłam.

Bardzo boli mój przestój twórczy. Wtedy się nie rozwijam a leżę w łóżku. Denerwuję się i chcę umrzeć. Nie mogę wtedy patrzeć w lustro, bo widzę kogoś innego.

Gdyby nie choroba to bym była jeszcze lepsza w rysowaniu. Ona krzyżuje plany, a moje starania są wtedy na nic. Mimo wszystko staram się żyć i pozostać na tym świecie, próbować dalej się rozwijać w rysowaniu i nie dawać się chorobie.

Poprzedni wpis
Maniakalne zakupy
Następny wpis
Jak koniec dobrego filmu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed


Zapisz się do Newslettera by być na bieżąco i
otrzymywać dodatkowe treści!

Menu