Nowy Rok – Nowe lęki

Nowy Rok zaczęłam wzięciem Lorafenu, oczywiście  OSTROŻNIE,  bo benzo się bierze doraźnie, a choroba nie zna dnia ani godziny i ona sama zmienia epizody. Smutna prawda. Mimo iż spędzałam z przyjaciółką Sylwestra to czułam jakiś niepokój, a gdy już później zostałam sama to niepokój nasilił się do stanu „czas na benzo”. Czasami nie rozumiem tej choroby… Boże… Dlaczego?

Chciałabym poprzedni rok jakoś podsumować jednakże w takim stanie jakim jestem jest to bardzo trudne. Takie było rozchwianie, że nawet nie jestem w stanie określić, w którym kwartale roku występowała, np. hipomania, a w którym depresja… Spróbuję coś pisać po zażyciu Lorafenu. Jak długo dam radę w tym stanie trwać? Widzę podwójnie, ale nie poddaję się i próbuję uspokoić w głowie syf. Tylko szum i chemia  pozostaje, więc padam na twarz. Depresja mnie dobija, nie wiem jak długo w tym stanie wytrzymam. Ależ żaden pośpiech, spokojnie dojdę do siebie wkrótce, to tylko chwilowy stan – tak to sobie tłumaczę. Na spokojnie. Ależ głowa robi się ciężka. To nie takie proste.

Niby jestem Bogiem, mam skrzydła, które chcą latać, by po chwili upaść na twarz i musieć się poskładać z kawałków. Tu wszyscy zgromadzeni, ja, ty, my, wy, czytający ten artykuł jesteście świadkami tego jakże przedstawienia. Jak potykam się, więc upadam, jak fruwam więc haj. Chcę po prostu sobie żyć, nie chcę udawać, że wszystko okej, chcę poukładać sobie życie, bo na tą chwilę jest w nim chaos. Modlę się o lepszy dzień.

W 2021 roku przeżyłam również chwilę grozy, gdy miałam silne myśli samobójcze, więc terapeuta dał mi ultimatum, albo on dzwoni po pogotowie, albo obiecuję mu, że się nie zabiję. Wybrałam te drugie, bo wizja pobytu w szpitalu mnie przeraża, czuję lęk przed tym miejscem.

Chwile grozy już za nami, zapraszam więc na przejazd w kolejce po torach hipomanii. Ja byłam Bogiem. Jednakże moje maniakalne poczytania nie zawsze weszły w życie i nie zawsze były dobre. A więc… W 2021 roku chciałam adoptować trzeciego psa i dzięki Bogu są te umowy adopcyjne i od razu psa nie dają, bo wtedy wydawało mi się to świetnym pomysłem. Już nawet wybrałam imię temu psu i w planach miałam zakupy akcesoriów dla tej suczki.

To jedne z tych mocniejszych wydarzeń z 2021 roku dotyczących mojej choroby, te zapadły mi w pamięci. W hipomanii słowa „ależ żaden pośpiech” nie istnieją.

Puzzlowy szał na razie minął szkoda, bo tyle pudełek zostało mi do ułożenia, a teraz tylko leżą, szkoda też, że mało już rysuję.

Oby Nowy Rok był lepszy niż poprzedni i wam, moim czytelnikom również tego życzę.

Poprzedni wpis
Mam dosyć tej choroby
Następny wpis
W głowie chaos

3 komentarze. Zostaw komentarz

  • Ja teraz mam hipo albo manie już sama nie wiem. Dwa dni temu chciałam skoczyć z okna po pogrzebie i depresji trwającej od 2 tyg. Może mieszaniec ? Walczę , walczę ze sobą bo mam syna z którym jestem sama. Nic gorszego bym nie mogła mu zafundować

    Odpowiedz
  • Długo było stabilnie aż na koniec roku czar prysł i przyszła depresja. Co do psów mam cztery adopciaki😉 W tych najgorszy chwilach bardzo mi pomagają. Czemu psy skoro mam rodzinę męża i dzieci🤔 tego nie wiem. Kontakt z naturą i zwierzętami bardzo mi pomaga dlatego wynieślismy się z dużego miasta na totalne odludzie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed


Zapisz się do Newslettera by być na bieżąco i
otrzymywać dodatkowe treści!

Menu