Ten post będzie inny. Będzie o moich uczuciach, które pewnie osoby chore miewają podobne… Nie wiem nawet co napisać, ale jakieś słowa tutaj wypluwam. Wyrzucam z siebie swój wewnętrzny gniew, a wyrazy pisane tutaj coraz poprawiam, bo ze wszystkiego powstaje nic. Chciałabym być zdrowa, bo pewnie wtedy moje życie potoczyłoby się inaczej. Choroba wiele mi zabrała i wiele jeszcze mi zabierze. Gdybym była zdrowa to: bym chciała się dokształcać i znaleźć lepszą pracę. Przy mojej koncentracji i pamięci na ten moment jest to niemożliwe. Jestem do niczego.
Kolejny tekst o tym, że mi w życiu ciężko. ChAD rzuca mi kłody pod nogi. Prawie wymiotuję od połykania tych leków, mam tego dosyć. Chciałabym je odstawić, ale niestety nie mogę. Chciałabym coś porobić, układać puzzle, rysować, cokolwiek, ale uniemożliwia mi to niepokój. Płaczę. Mojego płaczu nikt nie widzi, więc go tutaj ukazuję. Pokazuję innym jak wygląda ta choroba i jak wiele one zabiera nam, chorującym. Nie mogę się skupić na pisaniu. Wszyscy przyjaciele wokoło próbują mnie pocieszać, a to nie jest łatwe. Gdyby nie oni to dawno już bym się poddała. Dla niektórych jestem nikim zaś dla innych całym światem. Wszystkie traumy z dzieciństwa trafiają do mnie ze zdwojoną siłą, znów płaczę.
Nie wiem właściwie o czym jest ten tekst, straciłam wenę. Już nie płaczę, a wyję z bezsilności, bo z mojej głowy nie ma ucieczki. Nie czuję się za dobrze i chcę zwymiotować cały swój ból. Krztuszę się łzami. Nienawidzę tej choroby i przelewam tutaj część siebie. To tyle dziś ode mnie.


