Zwierzak antydepresantem?

Nie będę ukrywała, że jestem psiarą. Odnoszę wrażenie, że zwierzaki czują nasze emocje. Nie ważne czy to jest pies czy kot. Ja mam swój antydepresant, wabi się Pan Tadeusz, a dla przyjaciół Tadzik 😀 Bardzo lubi zabawę i mnie wspierać.

Szczerzę mówiąc nie sądziłam, że napiszę tutaj taki post. Niby strona nie dotyczy zwierząt, ale one dają nam nieraz siłę by walczyć i wstać z łóżka, bo trzeba się nimi zająć. Wracając z pracy wiem, że ktoś na mnie czeka. Poruszę tutaj ważny temat, a mianowicie, zwierzęta nie wyleczą z depresji, nie zastąpią leków, ale wspomagają leczenie.

Nic na siłę

Nie można chorej osobie nagle podarować psa czy kota. Nie jest to dobry pomysł, bo najpierw należy zapytać tą osobę czy życzy sobie takiego prezentu. Depresja bardzo dezorganizuje życie, a pupil, nie sprawi, że ktoś nagle odzyska energię, ba! Nawet mogą pogorszyć stan, bo osoba może zaniedbać zwierzaka i się obwiniać, że czworonożnym przyjacielem też nie daje rady się zająć. Wiem po sobie, że w tym ponurym epizodzie choroby ciężko jest mi cokolwiek robić, a każda aktywność to ból. Wyprowadzanie psa to kolejny dla mnie wtedy problem, ale mimo wszystko zajmuję się zwierzakiem, bo jest dla mnie ważny w życiu i zasługuje na uwagę. Nie żałuję, że adoptowałam psa. Wręcz on polepsza mój stan, gdy się cieszę on robi to samo, a gdy się smucę to i on jest smutny. W depresji ciężko jest mi robić cokolwiek, ale wiem, że mam dla kogo żyć. To żywe stworzenie, którego nie można zaniedbać.

Dlaczego zwierzaki są antydepresantami?

One potrafią nam wyjść z dołka. Mi pies nieraz poprawia humor, przynosi piłkę, by się z nim pobawić, nie mówię tutaj o głębokiej depresji, ale o zwykłej melancholii, nudnym jesiennym wieczorze i reakcją na smutną sytuację w życiu. Pies czy kot nie sprawią, że wyzdrowiejemy, ale pomogą w rekonwalescencji. One rozumieją nasz smutek i się z nim utożsamiają. Nie zastąpią nam leków, ale zastąpią nudę.

Tęsknota

Strata zwierzaka może spowodować żałobę taką  samą jak po człowieku. Pupile są jak członkowie rodziny, którzy gdy po jakimś czasie umierają to zostają w naszych sercach już na zawsze. Czasami dalej tęsknie za moim kotem, który jest już od 3 lat za Tęczowym Mostem. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze raz spotkamy swoje zwierzaki, o ile istnieje miejsce do którego trafiamy po śmierci.

Poprzedni wpis
Tacy jak ja
Następny wpis
Recepta na smutek

3 komentarze. Zostaw komentarz

  • Dobrze napisane. U mnie w gospodarstwie są dwa psy, ale nie wyprowadzamy ich raczej na spacery. Moja rola polega głównie na przygotowywaniu im posiłków – przynajmniej wiem że każdego dnia mam minimum jeden obowiązek, który muszę wypełnić. Lubię je, chociaż jeden z nich jest groźny. Oba mieszane, są śliczne i też miło się na nie patrzy. Pozdrawiam 😉

    Odpowiedz
  • Byłam w depresji, kiedy adoptowałam pieseła 6 lat temu. Jestem głęboko przekonana, że od tamtej pory niejednokrotnie pomógł mi w najtrudniejszych chwilach. To on trzyma mnie przy życiu. Jemu zawdzięczam to, że jeszcze jakoś funkcjonuję, bo nie mogę go zawieść. Mój Marko jest najkochańszym stworzeniem na ziemi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed


Zapisz się do Newslettera by być na bieżąco i
otrzymywać dodatkowe treści!

Menu