Psychiatra do pacjenta:
- No i wyleczyłem Pana.
- A daj Pan spokój. Przyszedłem do Pana to byłem Napoleonem, a teraz jestem nikim.
Takim wierszykiem bym opisała swoje przeżycia od euforii po depresję. Najpierw człowiek ma podwyższoną samoocenę, dużo energii, a później weźmie leki stabilizujące nastrój i abo wpada w depresję albo ma remisję. W obniżonym nastroju może występować niskie poczucie własnej wartości. To tak na wstępie.

Był to rok 2019, styczeń, zima i śnieg. Tak zacznę mą opowieść. Wszyscy byli już dawno po “świątecznej gorączce”, a ja zdecydowałam się umówić do psychiatry na 10.01.2019 r. Tej daty nie zapomnę, gdyż jest to ważne wydarzenie w moim życiu. Postanowiłam o siebie zawalczyć i dać sobie szansę na lepsze jutro. W głowie miałam stos myśli, a mój nastrój był bardzo rozchwiany. Chciałam zniknąć i się nigdy nie obudzić, a jednocześnie w głębi duszy starałam się nie poddawać i dać sobie czas na przemyślenie decyzji czy warto się zabić, a może żyć? Byłam kłębkiem nerwów, a każdy ruch sprawiał ból. Mimo wszystko chodziłam do pracy, ledwo, ale dawałam radę. Do pójścia do lekarza namówił mnie kolega i to dzięki niemu między innymi żyję. Oczywiście nie pomijając również moich wspaniałych przyjaciół, którzy wspierali mnie i wspierają nadal, to również dzięki nim się nie poddałam czyli nie popełniłam samobójstwa. Dziękuję również rodzinie za wsparcie.
Pierwsza wizyta u psychiatry była serią pytań, w sumie to nic szczególnego, ale ja się bałam i to bardzo. Miałam lęki, stany depresyjne i Bóg wie co jeszcze się ze mną działo. Z trudnem odpowiadałam na serię pytań, ale jakoś przez to przebrnęłam, a po wizycie czekał na mnie mój wspaniały kumpel, którego do dzisiaj wspominam, ale go już niestety nie ma. Dla mnie on już nie istnieje – o nim przeczytacie w dalszej części artykułu. Poszłam do domu i oznajmiłam mamie, że dostałam antydepresant, zrobiło się poważnie. Jeszcze wtedy było kilka momentów, gdy mama mówiła mi żebym odstawiłą te leki, ale wtedy jeszcze nie wiedziała na czym polega ta choroba. Teraz jest doedukowana odnośnie mojej ChAD i bardziej mnie wspiera.
Biorąc pierwsze dawki antydepresanta czułam się tragicznie, ale dałam radę chodzić do pracy, czasami miałam wrażenie jakbym była na kacu, a koleżanka nie wiedząc, że biorę lek zażartowała, że to pewnie kac moralny, rozbawiło mnie to. W sumie już będą na Escitalopramie zauważyłam podwyższony nastrój tylko wtedy nie wiedziałam, że to chorobliwy stan. Czułam się świetnie i byłam wypoczęta. Uśmiechnięta od ucha do ucha szłam do pracy, która nie sprawiała mi już problemu. ChAD zwykle diagnozuje się po dłuższym czasie obserwowania pacjenta i tak też było w moim przypadku, bo diagnozę usłyszałam w 2020 r. po 1,5 roku leczenia.. Po jakim czasie nastrój spadł i udałam się do lekarza znowu w depresji, więc nie było jak stwierdzić choroby, bo przecież uznawałam hipomanię za normalność, więc po co miałam iść do lekarza? Było to błędem, ale nieświadomym. Tak mną rozchwiało, że został mi przepisany dodatkowo lek o nazwie Lamotrygina, ale wykaz leków jakie brałam jest w artykule “Kwestie rozpoznania ChAD”, który znajduje się w plikach do pobrania.
Nie było aż tak dobrze, ale stabilnie. Prowadziłam lifestylowy tryb życia, spotykałam się ze znajomymi, trenowałam swojego psa, a później psy, bo adoptowałam kolejnego. Poznałam swoją miłość, którą był mój wspaniały kumpel. Spędzaliśmy razem czas, itp. Niestety znalazł sobie inną, więc moje serce zostało złamane, a ja znów się załamałam i miałam zmianę leków. Bardzo to przeżyłam. Do dzisiaj czasami go wspominam. Naprawdę wiele ten człowiek mnie nauczył i pokazał mił jak można korzystać z życia, ale to nie o nim jest ta historia.

Skupię się teraz na miesiącach udręki, które doprowadzały mnie do szału. Po prostu obłęd, od euforii po depresję. Wtedy jeszcze choroba ukazywała się niejasno, więc nie było podstaw by mi ją przypisać. Taką łatkę mam już dzisiaj, po tym, gdy lekarz zobaczył mnie w stanie hipomanii. Dodam jeszcze, że ChAD to nie jest zaburzenie osobowości, więc można mieć refundację na, niektóre leki. Miotało moim nastrojem i miotało. Straciłam pracę z powodu redukcji etatów, a na drugi dzień dostałam hipomanii i tak się utrzymywała może z miesiąc, później depresja i znów lekarz omawiał ze mną kolejne formy leczenia. Miałam już diagnozę, ale bardzo nie chciałam przytyć po lekach. Psychiatra próbował dobierać mi medykamenty tak bym nie była gruba (brałam też Kwetiapinę po której przytyłam, ale szybko ją odstawiłam).. Bujałam się tak do stycznia 2022 roku. Oczywiście były momenty normalnego samopoczucia, ale nie było to remisją. Zgodziłam się na branie Convivalu. Nie przybyło mi masy, ale on już nie pomagał.. Zgodziłam się na szpital i tam dostawałam dodatkowo tą nieszczęsną Kwetiapinę. Odstawiłam ją po wyjściu ze szpitala. Mój psychiatra zmienił mi leczenie, które jest na ten moment dobre. Niestety, ale muszę teraz zrzucił 20 kg, taki mam cel. Czy uda mi się schudnąć? Mam nadzieję.
To jest część mojej historii. To duży jej skrót, a całość będzie prawdopodobnie w Ebooku, który możliwe, że powstanie, ale nie wiem jeszcze kiedy. Jak widać droga do diagnozy bywa żmudna. Niektórzy bujają się na obu biegunach kilkanaście lat nie wiedząc, że chorują na ChAD. Tą chorobę trudno jest zdiagnozować. Ja mam szczęście, że trafiłam na dobrego lekarza.


