Cudowne jest bycie Bogiem

Budzę się rano i nie obchodzi mnie jaka dziś będzie pogoda, bo interesuje mnie to co jest tu i teraz. Chciałam zaznać szczęścia w życiu i tym szczęściem jest ta mania. Całą nocą nieprzespaną rozmyślałam nad sensem swego życia, a moje myśli pędziły jak na autostradzie.

Euforia jest wybawieniem, bo śmiech jest lekiem lepszym niż jakiś Arypiprazol i inne neuroleptyki. Satysfakcja jest cieniem tego wszystkiego, bo czerpię radość z tego co robię. Nie boję się jutra, bo ono nadejdzie i nic tego nie powstrzyma. Nie chcę spokoju, bo to nuda. Nie zmagam się z chorobą, bo ona zniknęła jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki ktoś mój umysł odczarował.

Jest niedziela, tak więc piszę. Spełniam swoje życiowe cele i mam ochotę czerpać z tego stanu jak najwięcej. W mym odczuciu jestem zdrowa, ale czy na pewno? Teraz to ja jestem Bogiem i przejmuję przewagę nad dwubiegunówką. W tym epizodzie chorobowym nie mam zamiaru odchodzić z tego świata. Bywa on brutalny, ale i normalny. To co dla mnie jest normalnością dla innych może być maniakalną odskocznią. Wygrać z depresją taki miałam cel i go spełniłam, po części. Podobno umysł płata figle, ale dlaczego by nie wykorzystać tej szybkości? Nawet we śnie pędzę za życiem organizując je jak najlepiej. Podobno to choroba, ale czy ja wiem? Na ile biję się z umysłem? Czy ktoś sprowadzi mnie na ziemię?

Nawet muzyka daje dalszą siłę do tej walki. Mam ochotę robić cokolwiek, chociażby jestem w stanie układać puzzle i także tak jak je, poskładać swoją duszę rozbitą na miliony kawałków. Nie mam zamiaru przerywać tego dobrego samopoczucia i myślę, że mało kto będzie w stanie mnie do tego przekonać, bo czuję lekkość, a słowa same sklejają się w całość. Jestem na wsi, odpoczywam. Czuję ulgę, nareszcie. Nie chcę, by ktoś odbierał mi tą dobroć od losu, próbuję nadrobić depresję.

Czy może być za dobrze? Na ile ktoś się myli? Może to ja się pogubiłam? Podobno nie da się wyzdrowieć z dnia nadzień, ale w ChAD wszystko jest możliwe, nawet bycie Bogiem. Wtedy jesteśmy Bogami i każdy impuls jest przeżywany bardziej. Wyostrzone zmysły pobudzają jeszcze bardziej, a ból mija. Już nic nie boli, łzy również zniknęły. Cóż, magia. Jedni nazwą to manią i zalecą kontakt z lekarzem, a inni powiedzą korzystaj, po co ci lekarz skoro jesteś zdrowa. Ludzie nie zauważają przepaści. Nie wiedzą gdzie jest ta cała ChADowa barykada pomiędzy biegunami. Czuję się dobrze i niech tak zostanie. Nie chcę rujnować tego co mi jest w tej chwili dane.

Poprzedni wpis
Zakupoholizm i hobby w ChAD
Następny wpis
Ale CzAD!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed


Zapisz się do Newslettera by być na bieżąco i
otrzymywać dodatkowe treści!

Menu